dedea czyli ja
|
|||||
Mój profil''...To on, juz nie zył
|
Uciekający czasNie było mnie jakiś dłuższy czas, a to wszystko dlatego, że zbyt wiele działo się wokół mnie i we mnie samym. Zbyt wiele burz i sztormów, zbyt wiele uczuć na raz. A może poprostu nie miałem też sił na coklwiek, na to żeby egzystować, na to żeby pisać, na to że zastanawiać się nad tym co we mnie. Brak siły, ogromny strach.![]() Moje najwieksze problemy ostatniego czasu obiegały pracę i studia, nagle te dwa tematy te dwie sfery mojego życia zaczeły być dla siebie w niezrozumiały sposób wzajemnym zagrożeniem. Nagle okazało się, że mój pracodawca nie gwarantuje mi możliwości wolnego od pracy w okresach kiedy mam zjazdy na uczelni. Dodatkowo współpracownicy okazali mi swoje niezadowolenie, z powodu moich roszczeń odnośnie tych zjazdów. Brak jakiejkolwiek przychylnośc i ze strony pracodawcy oraz ołowiana atmosfera w pracy, stały się powodem podjęcia przeze mnie decyzji o rozwiązaniu umowy o pracę. Kiedy już miałem gotowe wypowiedzenie, i mogłem je złożyć na ręce kierowniczki nagle okazało się, że moja rezygnacja z pracy nie jest najlepszym pomysłem, nienajlepszym dla mojej kierowniczki. Pierwszy raz w życiu spotkałem się z czymś takim, żeby pracodawca tak mocno zabiegał o pracownika, żeby ten się nie zwalniał. Reasumując całość tych wszystkich wydarzeń, godzinnych rozmów, prób przekonywania mnie o zmianie decyzji oraz szukania innych rozwiązań tej sytuacji, wyszło z trgo tyle, że moja kierowniczka dała do podpisu prezesowi przedsiębiorstwa pismo w którym dają mi gwarancję wolnych dni od pracy w okresach zjazdów na uczelni. Został jeszcze problem ołowianej atmosfery między mną a resztą. Ołowiana atmosfera trwa, a ja nie wiem jak długo poradzę sobie z nią. Mam dość domowych ołowianych atmosfer, że te w pracy już nie są mi potrzebne. Ołowiane sekundy przelewają się przez moje palce. ![]() Znów powrócił do mnie temat braci. Hm temat to chyba źle powiedziane. Raczej powróciły myśli związane znimi, z ich istnieniem a może raczej nieistnieniem dla mnie, i moim dla nich. Chyba powinienem wyjaśnić, tej części mojego życia nie wydłubałęm na żadnej skale. Cóż historia taka sama jak tysiące innych, mój ojciec spotkał kobietę, pobrali się, społodzili dwójkę synów, prawidziwa sielanka. W ich , a raczej w jego życiu pojawiła się porzucona jakiś czas wcześniej przez męża kobieta, moja matka. Wywiązał się romans, który zniszczył strukturę rodziny. Rozwód, żal, wzajemne pretensje, rozłąka z dziećmi. A pośród tego wzystkiego nagle pojawia się owoc zdrady, czyli ja. W wieku 6 lat, zupełnie przypadkowo odnajduję w rzeczach rodziców, mała wyjątkowo wyglądającą kopertę, jest inna niż te które znam, może własnie dlatego zwracam na nią uwagę. Jej zawartość zmienia wiele rzeczy już na zawsze. Zdjęcie z balu mikołajkowego, na którym dwóch chłopców w różnym wieku stoi obok faceta przebranego za Mikołaja, do zdjęcia dołączona żółta kartka, list adresowany ''Cześć Tato". Tu pojawia się tysiące myśli, jaki tato?? Odpowiedzi przychodzą same, dość szybko, mój umysł niczym szybki komputer w jakiś niewytłumaczalny spoób zaczyna łączyć pewne fakty, i oto uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że gdzieś tam jest dwoje ludzi, tej samej krwi co ja. Pojawiają się kolejne pytania, story pytań, kim są, co robią. Jedyne co wiem o nich to jak wyglądali na rok przed moim urodzeniem, bo z tego okresu jest zdjęcie, oraz jak mają na imie - Tomek i Marcin - dwa imiona które na zawsze zostają wyryte w głowie z setka niewiadomych, i jeszcze większą ilością marzeń i nadziei. Ale jako sześcioletnie dziecko mimo ogromnej chęci poznania ich, nie potrafie tego zrobić, nie znając adresu, nie mogąc korzystać z telefonu, ta możliwość zostaje mi odebrana. Mija kilkanaście lat w ciągu których tak wiele razy wyobrażam sobie ich, kim są, jak wyglądają, w głowie układam nasze wspólne rozmowy, tysiące rozmów. W końu los chce aby na mojej drodze staneła osob, która pomaga mi, odnaleźć ich. Znajduje najstarszego, kontaktuje się z nim, przedtawia mu całą sprawę. Kiedy, dostaje telefon od koleżanki ze słowami ''... rozmawiałam z Twoim bratem , ma bardzo miły głos, chce sie skontaktować z Toba...'' po raz pierwszy od bardzo dawna a może i pierwszy raz w życiu pojawia się nadzieja, że coś może się zmienic, że moje życie to nie tylko koszmar świata alkoholika. ![]() Moja pierwsza, jedyna i ostatnia rozmowa z nimi, była dość krótka, i rzeczowa, dowiaduje się, że nie chca kontaktu, mają ogromny żal do naszego ojca i mojej matki ( całkiem zrozumiałe), ale nie chcą też mnie w soim życiu, bo przecież jestem owocem tego co zniszczyło ich rodzinę, a więc mógłbym przypominać im o tym wszystkim co było złe. Nie chcą mnie, kolejni ludzie mnie nie chcą, nadzieja odchodzi jeszcze szybciej niż przyszła. Nigdy oczywiście nie przestałem , myśleć o nich, rozmyślać o tym jakby było gdyby. Teraz znów robię coś co najprawdopodobniej sprawi, że znów poczuję wielki zawód, ból i odrzucenie. Próbuję odnaleźć osoby z rodziny zarówno ze strony matki jak i ojca, po co nie wiem, właśnie po co ja to robię, ah tak to przecież ślepe pragnienie bycia zauważonym, poczucia bycia potrzebnym. To ogromne pragnienie znalezienia normalności w tym wszystkim co jest nienormalne, potrzeba znalezienia rodziny. Znów stanie się coś co sprawi, że zaboli, że zapragnę odejść, a może to taki sposób, żeby dać samemu sobie ostateczny preteks do odejścia stąd. W końcu mój czas i tak przepływa mi jak woda między palcami rąk. ![]()
dedeak 30/10/2006 21:41:59 [Powrót] Skomentuj nie oceniaj
|
||||