dedea czyli ja
|
|||||
Mój profil''...To on, juz nie zył
|
Kolejna wyrwana karta z życa ddaDziś mam wolne, jutro znów do pracy. Z jednej strony cieszę się, że mam pracę; zarabiam hm i to chyba jedyny plus tego; z drugiej nawet tam nie czuję się swobodnie i dobrze. To kolejne miejsce w którym muszę udawać, że jest OK.Czuję się jak małpka w ZOO która musi skakać na linach aby wszyscy którzy patrzą byli zadowoleni. ![]() „Teatr Czasem czuję się tak jakby moje życie było jakąś grą Mam wrażenie, że ktoś bawi się mną Czuję się jak pacynka w rękach nieudolnego komika Życie moje jest jak wielka scena na której mierni aktorzy codzienności próbują sprostać danej im roli To jest wielki teatr w którym każdy z bogów chciałby dodać słowo Raz komedia a raz dramat publika jest zachwycona naszą grą Prawdziwych łez, tragedii smak chcieliby widzieć wciąż Jak pacynki bez woli swej co dzień musimy przejść przez ten sceny świat by sprawić bogom ubaw Szczęśliwi ci co znudzą się na bok wędrują poza grę Nie wiem jak długo jeszcze przyjdzie mi grać w teatrze życia tkwię od lat.” Czuję się też jak rozbitek który nie wie gdzie jest, dlaczego się znalazł właśnie w tym miejscu i ile ma tu zostać. W sumie z jednej strony to chyba chciałbym znaleźć się na bezludnej wyspie z dala od wszystkich, z dala od całego świata. Nie musieć patrzeć na w oczy ludziom i wyszukiwać kolejnych odpowiedzi na ich pytania. ![]() Dziś zmusiłem się do tego aby zrobić jakąś śmieszną mapkę z „ zagospodarowania turystycznego”, po prostu rewela, zrobić cóż za wiele powiedziane, musiałem ją po prostu pokolorować wg linii hipsometrycznych ( to linie określające wysokość terenu). Przynajmniej to mam z głowy. Wczoraj pokłóciłem się z pewna osobą, której zaufałem, ehh po raz kolejny ta sama historia. Ja potrzebuje wsparcia tego żeby ktoś był, jeśli tego nie ma to zwyczajnie czuję się odrzucony. To wszystko wynika z braku poczucia akceptacji, miłości ( cokolwiek to słowo znaczy), jak i z ogromnej potrzeby tego aby poczuć to wszystko. Problem w tym, że tak naprawdę chyba szukam w innych rodziców takich prawdziwych takich których nigdy nie miałem. Zbyt wielka potrzeba dostania uczuć, uwagi i akceptacji jest tak silna, że chyba nikt nie jest w stanie podołać temu. Moje naturalne w tej sytuacji potrzeby stają się kolejnym bólem zadawanym sobie przez samego siebie. ![]() „Obraz Otwieram oczy, widzę jakby przez mgłę obraz powoli się przeciera Nie mogę uwierzyć jeszcze przed chwilą istniał tu piękny ogród pełen życia Kwitły w nim najpiękniejsze kwiaty płatków aksamicie rosły owoce niżli miód słodsze Teraz na miejscu tego cudu stoją zgliszcza ogień trawi resztki drzew nadziei Na niebie zamiast słońca czerń oblewa wszystko jakby ktoś rozlał z kałamarza atrament Nie słyszę śpiewu ptaków jedyna muzyka dla mych uszu głuchy krzyk dziecięcej duszy Zamykam oczy w nadziei że gdy je z powrotem otworzę krajobraz na powrót się zmieni Lecz w nozdrzach wciąż czuję gorzką woń cierpienia Błagam anioła o ciemności skrzydłach by w swych objęciach ze zwątpienia mnie wyrwał W wieczny sen ułożył jak matka niemowlę Tak by oczy me już więcej na zgliszcza patrzeć były niegodne” To wszystko doprowadza do tego, że automatycznie odcinam się od ludzi, że z góry wolę odepchnąć wszystkich od siebie, niżeli dopuścić kogoś po to tylko żeby znów stracić. To wszystko nie ma sensu, ja nie mam sensu. ![]() Koszmary nie dają mi spokoju, co jakiś czas wracają by przypomnieć mi, że nie uwolnię się od tego co jest we mnie, że już zawsze będę należeć do ich świata, tak naprawdę to jest też mój świat, świat w którym się urodziłem, wychowałem w którym umrę. Tak bardzo boję się ludzi, świata który znam, tego który jest poza mną w którym żyją inni a którego nie znam, boję się siebie samego, boję się że ten ból który tak bardzo odczuwam będę czuć nawet kiedy przestanę istnieć. W śmierci upatruję ukojenie, postrzegam ją jako stan zwykłego nie bycia, nie czucia, nie istnienia. A jeśli nie istnienie nie równa się nie czucie, co wtedy, czy zarówno tutaj jak i gdzieś tam odczuwa się ból, więc dokąd uciec, czy w ogóle jest takie miejsce czy w ogóle da się uciec????????????? „XXX Ten krzyk, potworny krzyk i przeplatający się z nim śmiech. Biegnę przed siebie ile sił próbuję uciec, lecz nie wiem dokąd biec. Chciałbym przystanąć, złapać oddech, czuję w piersi rwący ból Lecz spoglądam za siebie i widzę... Otwieram oczy, podnoszę się leżę na łożu zasłanym atłasem Na ściany pada lekko przyciemnione światło To sen, tylko sen... Ktoś mnie szarpie, przykłada coś zimnego słyszę słowa lecz nie rozumiem ich znaczenia Jakiś impuls przeszywa me ciało Biała lampa i mały kołyszący się pokój... Kobieta w jasnym stroju, wbiła we mnie coś cienkiego Metalowe łóżko, biała pościel, wszędzie szaro. Czyjeś szepty, czyjś szloch i tylko jeden ostry głos, jedno zdanie - gdyby połkną o dwie więcej, byłoby po sprawie.” W odpowiedzi na komentarz Hino, hm cóż nie dziwię się, że nie rozumiesz co może czuć ktoś z rodziny alkoholowej, i powiem szczerze, że zazdroszczę tego że nie wiesz co się czuje. Też chciałbym nie wiedzieć. Co do tego, że również czujesz się zaszczuta przez świat i strach przed ludźmi odbiera Ci resztkę normalnego funkcjonowania, cóż chciałbym podać jakąś słotą recepturę na to, ale sam jej nie znam.
dedeak 18/10/2006 20:50:22 [Powrót] Skomentuj nie oceniaj
|
||||