Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Początek i koniec czyli moje dziwne Ja

dedea czyli ja



menu

  1. Strona Główna
  2. Zabierz mnie ze sobą

księga gości

  1. Księga odważnych
  2. Zostawię cząstkę siebie

Mój profil

''...To on, juz nie zył
Lezal taki zwiniety, szary, nijaki
Jego dusza zamarzla z obojetnosci naszej
Nikt gonie ogrzal, nikt go nie wruszal
A pragnal tylko jak glodny jadla, przyjazni cieplego uczucia.
Ktos z boku podszedl, Ktos krzyknal z tylu
Aby to scierwo sciagnac z widoku.
Chcial tylko przeciez, by choc raz w zyciu ktos go pokochal
I dal ciepla lyku.''

mój avatar

archiwum

    2007
    Kwiecień
    2006
    Listopad
    Październik

linki

    Zbłąkana dusza

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 6116 osób

Powered by blog 4u

Początek i koniec czyli moje dziwne Ja

Odkad pamietam moja matka pije, wiekszosc moich wspomnien z calych tych 23 lat jest z pijana matka w tle lub gdzies na przedzie. Nie moge powiedziec ze przez cale zycie byly tylko lzy, bo nie bylo tak, owszem nie plakalem kiedy trzeba bylo udawac szczesliwa rodzine, kiedy trzeba bylo jak najszybciej zbierac matke z ziemi zeby ludzie nie widzieli, kiedy trzeba bylo klamac ze mamusia nie przyszla bo sie zle czuje. Wtedy nie bylo czasu ani miejsca na lzy, nie bylo miejsca na to zeby byc dzieckiem zeby odpoczac, zeby cieszyc sie tym co inni. W sumie moj schemat nie rozni sie od tysiecy innych schematow dzieci alkoholikow, zawsze to samo, oni pija my po nich sprzatamy, udajemy ze jest dobrze, ze tak ma byc, kiedy nam mowia ze jestesmy nikim wierzymy bezgranicznie i nienawidzac z calego serca dbamy o to by upadajac pod wplywem alkoholu na ziemie nie stlukli sobie nic.
Przez 18 lat slyszalem od mojej matki ze jestem nikim, ze na nic nie zasluguje a juz w szczegolnosci na milosc, slowa typu benkart staly sie prawie jak drugie imie. Sluchajac tego przez te wszystkie lata z roku na rok coraz bardziej coraz mocniej w to wierzylem, i chyba nadal w to wierze, a moze poprostu nie potrafie uwierzyc ze jest inaczej. W koncu slowa matki sa swiete czyz nie tak ucza w szkole kosciele, ze rodzice rzecz swieta.
Gdy inne dzieci cieszyly sie na mysl o swietach ja zastanawialem sie tylko ile godzin zostanie mi do tego by moc sie ukryc gdzies, kiedy zacznie sie juz ta cala swiateczna zabawa oprawiono mocnymi procentami, a pozniej stojac i przygladajac sie bezradnie jak ktos z rodziny leje drugiego, jak matka pada nietomna na ziemie, jak ktos biegnie z nozem, inny czlowiek po czyms takim bylby wstrzasniety, ale nie ja nie dzieci ktore widzialy to tysiace razy, po tym wszystkim trzeba bylo dalej funkcjonowac w tej rzeczywistosci majac w pamieci i w oczach to wszystko.
Przez cala podstawowke wierzylem gleboko, ze to co dzieje sie w moim zyciu jest normalne ze tak maja wszyscy. Kiedy zaczela sie szkola srednia , nowi ludzie, nowe srodowisko, moj maly swiat w konfrontacji z realiem doznal szoku i wtedy to juz byl koniec silnego zimnego jak kamien mnie. Wszystko co bylo ukrywane we mnie przez te cale lata zaczelo wychodzic, zaczela sie depresja ktora z miesiaca na miesiac poglebiala sie coraz znaczniej, zaczolem odsuwac sie od ludzi, bac sie ich, przestalem wierzyc ze kto kolwiek moze miec dobre intencje wobec mnie, wszystkie zwiazki byly nie udane hm nie wiem moze ja poprostu nie umiem kochac bo w domu nikt nigdy nie pokazal mi co to milosc, a moze ja zwyczajnie nie posiadam tej funckji. Kiedy pojawily sie mysli samobojcze , samookaleczanie sie, a w koncu kilka nieudanych prob wykonania prob samobojczych udalem sie w koncu do psychologa ktory po kilku sesjach stwierdzil ze to depresja i ze potrzebna jest dlugoterminowa terapia ale oni nie moga mi jej zapewnic, no coz i po raz kolejny moj zapal do zrobienia czegos zostal zabity. To dosc wkurzajace kiedy masz depresje kiedy nie masz sil na nic, kiedy czujesz sie jak jedno wielkie gowno, ktos mowi Ci ''wez sie w garsc'' , naprawde dobijajace, zwlaszcza ze problem ludzi z depresja polega na tym ze nie moga sie wziasc w garsc a jak dodamy do tego alkoholika w domu to juz mieszanka wybuchowa. I tak mijaly kolejne lata, kiedy poszedlem znow do psychologa, ktory nie powiedzial nic ciekawego ani konkretnego poza tym ze mam problem i ze cos powinienem zrobic, tak to bylo zaiscie budujace. Kiedy minela kolejna nieudana proba samobojcza udalem sie do psychiatry stwierdzajac ze moze lekarz grubszego kalibru cos pomoze, no tak i wyslala mnie pani doktor na terapie dda, oraz dala leki antydepresyjne(nazwy podawac nie bede), wszystko byloby ok gdyby nie to ze prowadzacy ta terapie rownoczesnie z terapia indywidulana wpierdzielil mnie na terapie grupowa. Grupa funkcjonowala juz od 2 lat, ludzie bedacy tam znali sie juz, hm no ale ok przelamalem sie i poszedlem, bylem tylko na 3 spotkaniach po czym ucieklem stamtad , nie moglem wytrzymac wsrod ludzi i mowic im to wszystko co mnie boli, to nie byl odpowiedni moment na terapie grupowa, poza tym grupa miala juz za soba rzeczy ktore dla mnie byly zupelna abstrakcja. No coz udalem sie do drugiego psychiatry ktory wylozyl kawe na lawe, poinformowal ze on leczyc mnie moze tylko farmakologicznie a na terapie w moim miescie nie mam szans, no coz i bralem 4 miesiace kolejne leki, ktore dawaly mi tyle co kurze ziarno.Kiedy rok temu przymierzalem sie do wyjazdu na studia, wszyscy mowili mi ze to szansa na nowe zycie, zycie bez depresji bez matki bez jej alkoholizmu. W pewnym momencie uwierzylem w to bo chyba chcialem uwierzyc.
Po 4 miesiacach w koncu przelamalem sie i pszedlem na terapie dla DDA. Ale pol roku terapii i pol roku lykania lekow nie odnioslo zadnego skutku, depresja nasila sie wciaz, a zycie z dala od matki nie sprawilo ze bol znikl.
Teraz musialem wrocic spowrotem do tego co nawywa sie domem, wrocic do koszmaru. Jest coraz gorzej, odcinam sie od wszystkich, nawet osoby ktore sa mi bliskie ( sam juz nie wiem czy nadal sa) sa mi obce.
Z jednej strony chcialbym by ktos przy mnie byl to tego najbardziej potrzebuje, a z drugiej tak bardzo boje sie ludzi, tak bardzo czuje sie niczym, ze oddalam sie jak tylko moge od wszystkich.
Czuje jak z dnia na dzien coraz dalej odchodze z tego swiata, odchodze na zawsze. Niby poszukuje pomocy ale kiedy wszyscy naraz zacznaja mi sypac zlotymi radami to tylko warcze na nich i uciekam, chcialbym zeby znalazl sie w koncu madry ludz ktory usiadlby poprostu przytulil i poprostu byl a nie gadal mi cenne wskazowki ktore i tak nic nie daja, jazda na rowerze, dyskoteki, spacery, pisanie to wszystko juz przerabialem i niestety juz nie dziala na mnie.
Nie wiem jak dlugo jeszcze pociagne, jak dlugo uda mi sie powstrzymywac od tego by skonczyc ten koszmar. Nie wiem i boje sie coraz bardziej.

Teraz siedzę w pracy i nie moge sie na niczym skupic, w sumie nie mam na czym sie w tej chwili skupiac, jest trzecia w nocy, wiec coz moge robic jak nie siedziec i meczyc sie sam ze soba. Jak zwykle w takich sytuacjach dopadaja mnie dolujace mysli, zreszta nie musza mnie dopadac, bo caly czas jest jeden wielki koszmar.
Matka znow ma ciag pije dzien w dzien, a ja juz nie wytrzymuje tego, znow to samo znow musze patrzec na to codziennie, widziec jej pijane oczy twarz, slyszec ten ton glosu ktory daje znac ze jestem wielkim gownem. Sadzilem ze moze praca bedzie dla mnie jakims azylem jakas odskocznia, ale jak zwykle pomylilem sie. Nic nie jest lepiej to nic mi nie daje. Nie zlezy mi na niczym, zupelnie na niczym.
Do tego wszystkiego dochodzi mega dol z powodu poczucia odtracenia. Potrzebuje jak nigdy wsparcia bliskich przyjaciol, ale nikogo nie ma, nikogo nie obchodze nikogo nie ma tu, zwyczajnie nie ma.
Co dzien w glowie pojawia sie mysl by polknac garsc tabletek, by zasnac, chyba tak lepiej.

Jestem, a raczej mnie nie ma, przesuwam sie gdzies cialem ale dusza umyslem nieistnieje, bladze, zabladzilem zbladzilem zginolem
chyba nikt mnie nie zna , ja chyba nie znam siebie
patrze na siebie i nie wiem co widze, nie wiem czym jest to na co patrze, nie wiem a moze nie chce wiedziec.
resztka sil pisze tutaj cokolwiek, resztka lez resztka odruchow konczyn, nie chce juz nic, nie chce siebie, nigdy siebie nie chciale,, ironia swiat mnie wydal a ja swiat zabilem.
mysl zabic ja, zabic ta ktora urodzila i zabila zarazem, zabic ja zabic siebie zabic to wszystko co jest wszystkim i niczym.
DO¦Ć
ona caly czas pije, pije tak jak ma widziec ojciec czyli nijak, ale on znow wyjezdza znow jedzie w swoj siwat, znow zostaje nasz swiat swiat lez swiat gorzkich slow swiat alkoholu.
w pracy nie moge sie znalezc, zrobilem cos za co teraz place, za co mam placic jeszcze dlugo, jedna decyzja decyzja ktora powstala nagl;e powstala ze strachu przed ludzmi, przed samym soba, przed utrata tego co jest tak prymitywne dokonalem wyboru, za ten wybor musze zaplacic, atmosfera w pracy przez to jest nieznosna, jestem kims kogo nie powinno byc, wszyscy patrza na mnie z pogarda
mam ochote rzucic prace, moze to zrobie
chyba lepiej jak najszybciej
mam dosc
nienawidze alkoholikow nienawidze siebie

pustka, najwieksza pustka, a zarazem wszystko naraz, jak to nazwac wszystko i nic, jak mozna odczuwac tak wiele a jednoczesnie nie odczuwac nic, jak mozna odczuwac nie wiedzac co sie odczuwa, jak mozna nie odczuwac nic czujac tak wiele
dlaczego to wszystko sie dzieje, dlaczego to mnie spotyka, czy juz przed narodzinamiu zrobilem cos co skazalo mnie na to, a moze porod byl zyt meczacy dla niej, i kara za to jest cierpienie, bol lzy
to pytanie powtarza sie od tak wielu lat, od tak wielu lat nie ma odpowiedzi, nigdy nie bylo, nigdy nie bedzie
paradoks- tak bardzo potrzebuje ludzi, a tak bardzo sie ich boje,
nauczylem sie ranic, odrzucac zanim zbliza sie do mnie, zanim sprawia ze poczuje nieistniejace cieplo, tylko po to zeby zaraz poczuc chłód.
w glowie pojawil sie plan, zwykly plan
wrocic tam gdzie wszystko sie zaczelo gdzie koszmar ma swoj poczatek, i tak go zakonczyc, w jednym miejscu poczatek i koniec, koniec na zawsze
przyszedl dzien w ktorym przestalem istniec
depresja zbiera coraz wieksze zniwo, coraz mniej jest mnie
jakies dwa tygodnie temu przyszedl ten gdzien ktorego tak bardzo sie balem, nie potrafilem wstac, nie potrafilem patrzec, mowic, istniec, i przestalem, stalem sie jak roslina ktora jest fizycznie i tylko fizycznie
to juz nawet nie chcec smierci to poprostu przestawanie istniec
bylem na uczelni, na zjezdzie, mialem isc na lektorat i znow to samo znow to samo, myslalem ze to juz nie wroci, nie poszedlem na ten lektorat, strach paniczny strach przed ludzmi przed obcymi ludzmi byl zbyt silny, znow to samo ostatnim razem przez to nie zawalilem semestru, zreszta to juz nie wazne , chce przestac istniec
Chyba skończę już, w sumie to sam nie wiem po co to wszystko piszę, prawdopodobieństwo że kto to przeczyta jest jak jeden do miliona, a to że ktos wogole zainteresuje się i chociaż w ułamku zrozumie jest chyba jeszcze mniejszym prawdopodobieństwem.
Zastanawiam się, cy starczy mi sił i wytrwałoci żeby pisać, żeby jakkolwiek egzystować, czy uda mi sie być, nie wiem zwyczajnie nie wiem

dedeak 17/10/2006 03:16:17 [Powrót] Skomentuj nie oceniaj

|| Hino ||
miło być jedną na milion:)
a tak szczerze to nie wiem co czujesz, nie wiem jak to jest kiedy rodzic pije. ja mam tylko mamę, ale mimo wszystko dobrze się dogadujemy.
jednak ja też odczuwam strach przed ludźmi. boję się że mogę zrobić coś źle, że jak się otworzę to już nigdy nie dadzą mi spokoju.
[jeśłi potrzebujesz ramienia- służę swoim:]
|| brak www || data: 17/10/2006 11:46:06
abzv12.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.9.67.12